niedziela, 10 marca 2013

Prolog

   Ciemność szła przez ciemny korytarz. Była piękna. Miała gęste, kruczoczarne włosy, które kaskadami opadały jej lekko za łopatki niczym prawdziwe fale. Na białej jak śnieg skórze nie było widać choćby najmniejszej zmarszczki, mimo jej prawdziwego wieku. Miała ciało kruchej nastolatki, ale każdy wiedział, że jej siła prawie nikomu nie dorównywała, tak samo jak kondycja. Jej ładne rysy twarzy, zgrabny nosek, wydatne usta i wysokie kości policzkowe uwiodły już wiele osób. Jednak najbardziej zachwycające były jej oczy. Nieludzkie oczy. Cała gałka oczna była czarna niczym smoła, a ten głodny błysk w nich widoczny budził u każdego dreszcze. Zdobiły je gęste, kruczoczarne rzęsy oraz brwi, unoszące się w niewielki łuk. Ubrała się w białą, obcisłą sukienkę bez ramiączek, która sięgała jej ledwo do połowy ud. Była niemal przezroczysta, ale zarazem nie było niczego widać. Kusiła wiele napotykanych przez nią mężczyzn i budziła zazdrość u kobiet. Można było rzec, że idealna dla niej. Ilekroć widziała pragnienie bądź złość u kogoś, to na twarzy występował jej złośliwy uśmieszek, który także budził grozę. Wszyscy się jej bali.
   Szła szybko, pogrążona w nieprzeniknionym mroku. Wszystko dookoła niej było czarne, żaden człowiek nie potrafiłby czegokolwiek rozróżnić. Jednak ona dostrzegała wszystko. Noc była jej żywiołem, broń towarzyszem, a mrok sprzymierzeńcem, który pozwalał jej się w nim kryć. Była dosłownie maszyną do zabijania. Torturowała codziennie, a krzyki jej ofiar były dla niej przyjemną melodią, a prośby o oszczędzenie doprowadzały ją do śmiechu. Okaleczanie innych podniecało ją, uważała to za rozrywkę. Mogła godzinami to robić i była pewna, że nigdy by jej się to nie znudziło. W końcu robi to tysiące lat, a każda kolejna nieszczęsna dusza przyprawia ją o jeszcze większą radość. Piekło bez niej byłoby jeszcze w miarę znośne, a tak to każdy się modlił, aby jej nie spotkać. Samo wypowiedzenie jej imienia było ryzykowne.
   Minęła jeszcze kilka metrów i stanęła przed ogromnymi, czarnymi drzwiami. Pchnęła je bez wahania, a następnie weszła do środka. Dwójka demonów zamknęła je z powrotem i ustawiła się na swoje miejsca. Ich oczy były identycznie czarne, tak jak u każdego demona, ale nie posiadały tego czegoś, co doprowadza do samych dreszczy. Jej spojrzenie było dosłownie zabójcze.
   Rozejrzała się szybko po sali. Wyglądała tak jak zawsze - ogromne pomieszczenie, na końcu którego stał potężny tron. Poza tym było puste. Żadnych okien, chociażby nikłego światła. Jedynie kilka demonów ustawionych obok tronu i drzwi, aby pilnowały porządku. Mimo tej pustki, to i tak budziło grozę, nawet u samej Ciemności. Ta cisza, panująca tutaj nie była niezręczna, tylko straszna. Najmniejszy szmer budził odruch ataku bądź ucieczki. Czysty instynkt. Jednak tutaj każdy był zdany tylko i wyłącznie na niego. W każdej chwili można było umrzeć, wystarczyła tylko chwila nieuwagi.
   Podeszła pospiesznie do ogromnego tronu i uklękła. Schyliła nisko głowę i przymknęła oczy, a następnie rzekła:
   - Witaj, Panie.
   Szatan. Demon. Diabeł. Zło wcielone. Potwór. Upadły Anioł. Wiele on nosił imion, ale wszyscy go zwali Lucyfer. To było jego prawdziwe imię. Wiele setek lat temu był jednym z Archaniołów, jednak Upadł i stworzył Piekło. Wszyscy uznawali go za wybryk natury, jakieś monstrum, jednak nikt nie znał prawdy. Bowiem ta historia wyglądała zupełnie inaczej.

   Nadszedł dzień, którego Bóg stworzył dwie istoty na swoje podobieństwo. Nadał im imiona Adam i Ewa. Z początku wszystko się układało, świat był piękny i wszyscy się kochali. Jednak zmieniło się to niedługo później, kiedy Bóg zaczął poświęcać więcej czasu ludziom niż Aniołom. One znowuż były bardzo smutne z tego powodu, bo brakowało im miłości Ojca. Ale On nie zauważał tego, zbyt interesował się NIMI. To ONI zniszczyli WSZYSTKO. 
   Ale najbardziej cierpiał Lucyfer. Archanioł, który najbardziej kochał Boga i najbardziej się do niego zbliżył. Zawsze różnił się od innych, bo był samotnikiem i chciał coś w życiu osiągnąć, tak więc zabolał go fakt, iż jakieś bezwartościowe stworzenia zastąpiły jego miejsce. Obserwował, jak jego Ojciec był szczęśliwy, gdy na nich patrzył. Widział także różnicę między jego spojrzeniami w ich kierunku, a w jego stronę. Złamało mu to serce. Dlatego postanowił wystawić ludzi na próbę, czy rzeczywiście są wierni Bogowi. Zmienił się w węża i zaczął kusić Ewę do zjedzenia owocu z zakazanego drzewa. Tak jak się spodziewał - nabrała się i popełniła grzech pierworodny, a następnie powtórzył to Adam. Bóg wściekł się i ukarał ich - od tamtego momentu kobiety miały rodzić w bólach, a mężczyźni zostali skazani do ciężkiej pracy na roli. 
   A gdy  setki lat później dowiedział się, że to sprawka Lucyfera, to najzwyczajniej rozpłakał się. Wszystko legło w gruzach. Archanioł najwyższej rangi Upadł, a wraz z nim setki innych Serafinów, które także cierpiały z powodu utraty Ojca. I tak powstały Demony - złośliwe istoty, które uprzykrzały wszystkim życie. Były złe do szpiku kości, ale nie mogły się równać z Lucyferem. Utrata najbliższej mu osoby odmieniła go. 
   A on tylko pragnął miłości ojca...
 
   - Witaj, Azrael - odparł.
   Azrael - jej prawdziwe imię. Kosiarz. Żniwiarz. Śmierć. Ciemność. Anioł Śmierci. Budziła lęk u wszystkich, bowiem wystarczył jej gest ręką, aby zabić człowieka. Prócz tego była jak Artemida, czego już nie ukazuje Biblia... Tak jak wielu rzeczy. Posiadała ostrze, które potrafiło zabić wszystko - ludzi, Demony, Anioły, nawet Archanioły. Zaliczały się do tego także wszystkie inne potwory, które stąpały po ziemi. Legendy głoszą, że jeden cios potrafi zabić również Boga. Bo to On ją stworzył i powiedział jej, że tym sztyletem pokona wszystko, co istnieje. W końcu była Śmiercią, powinna być w posiadaniu czegoś takiego. Jednak nikt się nie spodziewał Upadku, ani tego, że odwróci się ona od Niego i przyłączy do Lucyfera. Zrobiła to, ponieważ Bóg jej także złamał serce.

   Na samym Początku, Pierwszego Dnia powstawania Ziemi, Bóg stworzył na wszelki wypadek dwójkę Aniołów - Azrael i Abaddona. Pierwszy miał pilnować porządku i zabierać dusze do Nieba. Drugi natomiast był tajną "bronią" Boga. Był Aniołem Zagłady i miał na celu zniszczyć wszystko, gdyby coś poszło nie tak. Później także Azrael stała z boku i obserwowała jedynie jak radzą sobie Kosiarze, czyli istoty stworzone przez nią. Według Biblii, Azrael i Abaddon byli rodzeństwem, bliźniakami, jednak nikt nie wie, że byli dla siebie kimś więcej - kochali się. To było zakazane, bowiem kochać można było tylko Boga, a wtedy nie znano jeszcze innej miłości. To oni ją zapoczątkowali. Tak jak zło, bo to właśnie On, nie zdając sobie z tego sprawy, stworzył je. Śmierć i Zagładę.
   Później wszystko toczyło się normalnie - do czasu, kiedy pojawili się ludzie. To przez nich powstał Chaos, to przez nich Bóg płakał i to przez nich powstał Upadek, jak i wiele innych rzeczy. Wraz ze stworzeniem ich Azrael była zmuszona ich dusze także przeprowadzać do Nieba. Później z niego zstąpił także Abaddon i zalał całą planetę wodą, według rozkazu Boga. Jednak, jak zwykle, On musiał kogoś oszczędzić, a potem ludzi było tylko więcej i więcej, i więcej... A Azrael miała tego dość. Brakowało jej miłości Ojca, jak wielu osobom. I to dlatego podczas Upadku przyłączyła się do Lucyfera. Chciała mu pokazać, jak bardzo ją skrzywdził i do czego doprowadził.

   - Powstań - rozkazał.
   Uniosła się i przyjrzała Lucyferowi. Był równie piękny jak ona. Miał dłuższe jak smoła włosy i grzywkę, która lekko mu zasłaniała jasnoniebieskie oczy. Mlecznobiała skóra przyprawiała aż o dreszcze, a idealne rysy twarzy budziły zazdrość. Ubrany był w czarny garnitur, który idealnie do niego pasował. Brakowało tylko skrzydeł, ale Azrael nie mogła się oprzeć od przypomnienia sobie ich wyglądu. Były duże, dosłownie potężne, kruczoczarne i wyrastały z łopatek. Sięgały ziemi, a pióra miękkie niczym aksamit sunęły po niej. Ona miała identyczne, tylko że były one smukłe i eleganckie, jak na nią przystało. Pióra były jeszcze miększe i giętkie zarazem. Połyskiwały nawet w mroku, a ich czerń nie mogła się równać z ciemnością panującą tutaj.
   - Pewnie się domyślasz, po co cię tu sprowadziłem... - zaczął.
   - Naturalnie - skinęła głową.
   Oczywiście, że wiedziała. Czekała na ten moment tysiące lat, ale czekała aż on zacznie mówić. Zamrugała kilkakrotnie i tak oto oczy stały się zupełnie ludzkie. Tęczówki były koloru gorzkiej czekolady, tak ciemnej, ze można ją było mylić z czernią.
   - Otóż, jak wiesz, przepowiednia ma się niedługo spełnić.
   Przepowiednia. Głosiła ona "Dokładnie tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt pięć lat po zejściu Mesjasza na Ziemię, rozpocznie się Koniec...". Na czym polegał ten Koniec? Na końcu Nieba lub Piekła. To właśnie Azrael i Abaddon mieli rozstrzygnąć losy świata. To od nich zależało wszystko. A to miało rozpocząć się za chwilę
   - Dam sobie radę - przerwała mu.
   - O to się właśnie martwię - stwierdził - Czy będziesz w stanie zabić Abaddona.
   - Oczywiście, że tak! Tylko ja posiadam broń, potrafiącą go zabić.
   - Owszem... - westchnął - Ale to nic nie znaczy. Mi chodzi o to, czy potrafisz JEGO zabić.
   Otworzyła usta, ale po chwili zamknęła je z powrotem. On wiedział o ich miłości. Jednak to nie mogło jej przeszkodzić.
   - Jeśli to będzie konieczne, to tak, zrobię to.
   - A więc dobrze - zamknął oczy i zaczął pocierać czoło - Musisz się przygotować.
   - Wiem, właśnie... - nie dokończyła.
   Lucyfer zmarszczył brwi i uniósł głowę. Ku jego zdziwieniu - po Azrael nie pozostało ani śladu. Zniknęła, a wraz z tym rozpoczęła się północ, czyli dzień, którego wszystko miało się zacząć.

8 komentarzy:

  1. Nie masz pojęcia jak bardzo się ucieszyłam, kiedy wpadłam na Twojego bloga. Jest wpół do pierwszej w nocy, a ja czytam z przejęciem. Coś niebywałego, bo moje gusta są bardzo zawężone i większość ludzi opadają ręce, słysząc kolejne nie na pytanie czy ci się podoba?.
    Chociaż ja zawsze byłam tą dobrą, grzeczną i miłosierną, to chętnie przyjrzę się też i stronie Ciemności.
    Bardzo podobały mi się te fragmenty pisane o Stworzeniu. Nie wiem, dlaczego, ale fragmenty o tym, że Bóg płakał bardzo mnie dotknęły.
    Mam nadzieję, że nie postanowisz teraz porzucić swojego bloga, tym bardziej, że w końcu znalazłam coś, co będę mogła z przejęciem czytać - pomijając już moją kochaną trylogię.
    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy.

    PS. Ach, i wyłącz, proszę, kod obrazkowy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, ktoś trafił na tego bloga. xD A pomyśleć, że powstał on dopiero wczoraj. :P
    Piszę, piszę, mnie to aż przeraża, bo nie wiem jakim cudem znajduje sobie na to czas, aczkolwiek nie żałuję, że to robię. Po prostu to lubię.
    Ale mniejsza, bo znowu się rozpiszę, a w większości to będą same głupoty. Powiedzmy tak - oszczędzę ci bezsensownego czytania. :P
    A ja znowuż zawsze byłam uważana za tą "złą", co w pewnym sensie jest prawdą, bo jestem wredna. :D A pisanie takich rzeczy nie jest dla mnie trudne, a nawet wole takie pisać od tych... grzecznych? Coś w tym stylu.
    Te fragmenty mi również się spodobały, co jest rzadkością, bo zwykle nie doceniam tego, co piszę. No i dziękuję ogólnie za taki miły komentarz. ;)
    Bloga tego nie usunę, będę go kontynuować, ale na razie dokończę rozdział na "Spalonej", a potem się wezmę za "Zwiastuna", bo uwielbiam go pisać. ;)
    Weryfikację obrazkową wszędzie wyłączyłam, tylko oczywiście tutaj zapomniałam... Jednak za chwilę to wyłączę.
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Znalazłam Twój adres w pobieralni Zakazanych Szablonów i stwierdziłam 'ach, wejdę, zobaczę'. Śmieszna historia. xD
      Wiem jak to jest, rozumiem. Też nie wiem jakim cudem jestem w liceum, zdaję bez problemów i jeszcze znajduję czas na tuzin blogów.
      No widzisz, jesteśmy przeciwieństwami. xD Może i dobrze, bo blogów pokazanych od tej "dobrej" strony jest zdecydowanie więcej (w tym, oczywiście, też moje opowiadanie).
      Mam taką nadzieję. Będę czekała na rozdział ^^

      Usuń
    2. Chyba Zaczarowanych Szablonów. :P Tak, ja też czasem przeglądam tą pobieralnię. xD
      Co nie? Niby zero czasu na nic, a jednak zarazem on jest. Co z tego, że w zeszłym tygodniu miałam sześć klasówek (nie, nie żartuję) i się na nie nauczyłam, a nawet dodałam nowy rozdział na Zwiastuna, dopisałam spory kawałek do każdego z blogów... Momentami podziwiam samą siebie.
      To tak jak u mnie w klasie. xD I dlatego też moje ksywki brzmią "Szatan", "Wampir", "Azrael", a nawet "Wilkołak". xD
      Hm... A dasz link do swojego opowiadania? :P

      Usuń
    3. Fakt, pomyłka. Zakazanych nie ma już od... Dłuższego czasu :P
      Współczuję o.o' U nas nauczyciele twardo przestrzegają statutu szkoły i zamiast robić "sprawdziany" robią "większe kartkówki" :3
      Hahaha, matko. xD Aż tak jest źle? xD My w klasie się nie przezywamy (no może za wyjątkiem jednego wrednego osobnika, którego nazwałyśmy "chamigburem" lub "niecnym łotrem" lub coś w tym stylu xD)
      Ale ostrzegam, że zbyt dobre to ono nie jest. :P
      [angelo-dallinferno.blogspot.com]

      Usuń
  3. Te retrospekcje... człowieku! Jaki ty masz talent. Czułam się, jakbym czytała naprawdę dobrą książkę i nagle pach! Koniec. :) Mam nadzieję, że nie będziesz mi kazać długo czekać... zwłaszcza jak napisałaś "Dokładnie tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt pięć lat po zejściu Mesjasza na Ziemię, rozpocznie się Koniec..." dodaj, że w październiku a poczuję się jak Jeździec Apokalipsy :D
    Mogę liczyć na newsletter?
    http://diabelskiarchaniol.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, naprawdę, bardzo dobry początek. Aż ciekawi mnie, jak to będzie z Azrael i jej bratem. Można mieć nadzieję na ciąg dalszy historii?

    OdpowiedzUsuń